Dużo mówi się o wykorzystywaniu pracowników przez firmy poprzez proponowanie im wyłącznie umów cywilno-prawnych. Tymczasem Najwyższą Izbę Kontroli zainteresowały tzw. śmieciówki w administracji rządowej.

 

Najwyższa Izba KontroliKancelaria Premiera twierdzi, że administracja publiczna nie nadużywa umów cywilno-prawnych, bo osoby zatrudnione w tej sposób mogą w przyszłości wygrywać konkursy na stanowiska etatowe. Nie jest to jednak przekonująca argumentacja, bo nie poprawia aktualnej sytuacji osób zatrudnianych w ten sposób.

 

Zeszłoroczne statystyki

NIK zainteresował się tematem, gdy wyszło na jaw, że w ciągu ostatniego roku liczba zawartych umów zleceń w budżetówce wzrosła o 4 tysiące i w sumie wyniosła prawie 38 tysięcy. W tym samym czasie liczba umów o dzieło spadła o 1 tysiąc i wyniosła w zeszłym roku niemal 7 tysięcy. O przygotowanie powyższych statystyk wnioskowali członkowie sejmowej komisji administracji i cyfryzacji. 

 

Różnice między resortami

W korzystaniu z tzw. śmiecówek prym wiedzie Ministerstwo Edukacji, gdzie w zeszłym roku zawarto ich ponad tysiąc. Tymczasem resort skarbu ograniczył się do zaledwie kilku. W statystykach zaznaczono, że z tej formy zatrudnienia korzysta również... resort pracy! Należy również przywołać przykład Ministra Zdrowia, który stosuje tę formę prawną w spółpracy z konsultantami. 

 

Statystyka to za mało

Jednak tak ogólne statystyki nie odzwierciedlają rzeczywistej sytuacji. Kontrola NIK ma odpowiedzieć na wiele pytań, jak np. na jakie kwoty zawierane są umowy, dla ilu z zatrudnianych w ten sposób pracowników jest to jedyna praca, ilu pracowników urzędów dorabia w ten sposób do swojej pensji (wbrew zaleceniom Kancelarii Premiera). 

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna